Jak okazywać wsparcie?
Psychologia

Jak wspierać mądrze? O niezwykłym znaczeniu zwykłych słów

To przecież nic takiego, inni mają gorzej, nie przesadzaj, nie rozczulaj się nad sobą… Zapewne usłyszałeś kiedyś choć jedno z tych sformułowań – być może już jako dziecko – albo nawet sam udzieliłeś podobnej rady komuś innemu. Jednak czy zastanowiłeś się, co się za nimi kryje? Czy wierzysz, że naprawdę mogą one cokolwiek zmienić? Sprawić, że człowiek poczuje się lepiej? Osobiście szczerze w to wątpię. Ale w takim razie, jak wspierać, by miało to jakikolwiek sens?

Słowa mają moc

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że słowa mają ogromną moc. Nie tylko pozwalają opisać otaczającą nas rzeczywistość, wyrazić to, jak ją rozumiemy i jakie nadajemy jej znaczenie, ale także w jakiś sposób ją kształtują. Wywołują emocje, wpływają na sposób postrzegania świata.

Wypowiedziane w pośpiechu, bez namysłu, mogą zostać w czyjejś świadomości naprawdę długo, wyrządzając całkiem realną krzywdę lub przeciwnie – dodając otuchy. Sprawiając, że ktoś czuje się doceniony, otoczony wsparciem i opieką.

Jak (nie) wspierać?

Niby zdajemy sobie sprawę z tego, jak duże jest znaczenie komunikacji, o którym przecież tyle się mówi w najróżniejszych kontekstach. A jednak – jak to często w życiu bywa – pośpiech, zmęczenie i stres robią swoje. W teorii wszystko wydaje się łatwiejsze, ale gdy dziecko płacze nad zepsutą zabawką, a Ty pędzisz do pracy, albo znajomy po raz kolejny narzeka na problemy w firmie, przestaje być tak pięknie.

Zmęczony i sfrustrowany rzucasz bez zastanowienia jedno z haseł z takim zapamiętaniem wbijanych nam do głowy od pokoleń: „inni mają gorzej”, „nie przesadzaj”, „to przecież nic takiego”, „co ty masz za problemy?”.

I może nie masz wcale na myśli nic złego. Może po prostu brakuje Ci sił i czasu na głębszą refleksję albo chcesz dobrze, tylko nie wiesz, jak to wyrazić. Niestety podobne uwagi zwykle niewiele mają wspólnego z prawdziwym, mądrym wsparciem, choć mówiąc szczerze, nie znam zbyt wielu osób, którym nie zdarza się od czasu do czasu zareagować w podobny sposób. Ba, wiele z nich w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że warto byłoby zrobić to inaczej. Ale w takim razie, jak wspierać mądrze i czym zastąpić utarte frazesy?

Jak wspierać mądrze?

To nic takiego

„To nic takiego” „nie dramatyzuj”, „nie przesadzaj”. To słowa wypowiadane szczególnie często w stosunku do dzieci, ale również dorosłych. O zgrozo, słyszą je niekiedy także na przykład osoby chorujące na depresję lub dotknięte innym kryzysem. Jak dość łatwo się chyba domyślić, wcale nie sprawia to jednak, że czują się one lepiej.

Bywa, że reakcja innego człowieka wydaje nam się zupełnie nieadekwatna do danej sytuacji, a jego problem niewspółmiernie mały w stosunku do tych, z którymi sami musimy zmagać się na co dzień. Zapominamy jednak, że różnimy się temperamentem, odpornością psychiczną, dojrzałością czy doświadczeniem życiowym. Co więcej, często nie mamy pojęcia, jak w rzeczywistości wygląda życie tej osoby. Jakim wyzwaniom musi stawiać czoła, jak postrzega świat i interpretuje konkretne zdarzenia. W pewnym sensie widzimy jedynie wycinek jej rzeczywistości, patrzymy przez dziurkę od klucza.

Tymczasem, emocje same w sobie stanowią już sygnał, że dana kwestia jest dla kogoś ważna. Porusza go, wywołuje taką, a nie inną reakcję z jakiegoś istotnego powodu. Bagatelizując trudności, z jakimi ktoś się zmaga – nawet mając zupełnie inne intencje – zamiast pocieszyć, pokazujemy często, że zmartwienia danej osoby są nieistotne i  nie ma ona prawa do wyrażania negatywnych emocji z ich powodu.  A przecież każdy z nas, może, a wręcz powinien, doświadczać całej gamy uczuć, prawda?

Co ważne, dotyczy to oczywiście również dzieci. I choć czasem trudno spojrzeć na świat ich oczami i zrozumieć gwałtowną reakcję na widok zepsutej zabawki, pamiętaj, że najmłodszy nie jest „małą wersją dorosłego”. Znajduje się na zupełnie innym poziomie rozwoju emocjonalnego niż osoba dojrzała, nie ma tak wielu doświadczeń i zasobów psychicznych potrzebnych do radzenia sobie z trudnościami. Jego sposób postrzegania problemów jest zależny między innymi wieku i możliwości poznawczych. To więc zupełnie normalne, że coś, co dla Ciebie jest błahostką, jemu może wydawać się końcem świata i największą możliwą katastrofą.  Ale w takim razie, jak wspierać dziecko?

Może po prostu zamienić: „to nic takiego” na „widzę, że to dla Ciebie ważne i jestem przy tobie” albo „jak mogę ci pomóc?” Mała zmiana – wielka różnica!

Jak wspierać?

„Nie marudź”, „uśmiechnij się”, „weź się w garść”

Współczesny świat zachęca nas, aby unikać negatywnych, nieprzyjemnych emocji – uciec w działanie i produktywność, przykleić uśmiech do twarzy i walczyć dalej… nawet jeśli to już walka z wiatrakami. Instagram nie lubi smutnych zdjęć albo podpuchniętych oczu. A zresztą nie oszukujmy się – kto chciałby się czymś takim dzielić publicznie?

Doświadczanie czyjegoś przygnębienia nie jest łatwe. Wiele osób, dostrzegając u innych oznaki negatywnych emocji, nie ma pojęcia, jak się zachować, i chciałoby błyskawicznie uciec od tej niekomfortowej sytuacji. Niektórzy próbują – w dobrej wierze – przekonać rozmówcę, że właściwie nie ma się czym martwić (nawet jeśli wcale tak nie jest), innych cudza emocjonalność irytuje, szczególnie gdy odbierają ją jako nieadekwatną i przesadzoną.

Przekonujemy więc dzieci od najmłodszych lat, że mają się uśmiechnąć, „nie mazać się”, „nie płakać”, „nie krzywić”. Wpajamy, że powinny udawać, że są szczęśliwe, nawet jeśli wcale nie są. Że innych emocji nie akceptujemy. Że są emocje „dobre” i emocje „złe”. Dziwnym trafem nie mówimy im jednak „nie uśmiechaj się tyle”, „przestań się cieszyć”.

Rzecz w tym, że te „mądrości” wypowiadane do małego Krzysia, dorosły Krzysztof również prawdopodobnie usłyszy gdzieś w swojej głowie. Głos rodzica  stanie się jego wewnętrznym głosem i przypomni mu w razie potrzeby bardzo wyraźnie, że, przecież nie wolno okazywać smutku, a słabość jest zwyczajnie do bani, więc choćby świat się walił na głowę, to trzeba przykleić uśmiech na twarz i iść do przodu. No bo jak inaczej?

Pamiętaj jednak – to, że udamy, że coś nie istnieje, wcale nie sprawi, że problem naprawdę zniknie. Niby to oczywiste, a jednak czasem wciąż zachowujemy się, jakbyśmy chcieli, aby tak się właśnie zadziało.

Aby zachować równowagę, musimy tymczasem nauczyć się w życiu dostrzegać, doświadczać i nazywać najróżniejsze emocje. Także te nieco trudniejsze do zaakceptowania, takie jak złość, smutek czy gniew. Tylko to pozwoli naprawdę sobie z nimi radzić. Może więc warto „nie marudź” zamienić na „widzę, że jest ci smutno, co ci doskwiera?”

Inni mają gorzej...

„Inni mają gorzej, co ty możesz mieć za problemy?”

Być może, wypowiadając te słowa, nie masz na myśli nic złego. Chcesz przecież skłonić swojego rozmówcę, żeby docenił to, co ma. I choć zgadzam się, że wdzięczność to ważne, wzmacniające uczucie, bardzo potrzebne w ludzkim życiu, to jednak argument w stylu „inni mają gorzej”, jest dla mnie kwintesencją poprzednich sformułowań i prawdopodobnie jednym z bardziej nieudanych sposobów na pocieszenie, jakie znam.

Po pierwsze zawiera w sobie przekonanie, że wiemy doskonale, jakie dana osoba napotyka trudności (a właściwie jakich nie napotyka) i jak je odbiera. A przecież – o czym już wspominałam – zwykle nie mamy pojęcia, jak w rzeczywistości wygląda jej życie i z czym musi się zmagać.

Po drugie, zamiast okazać wsparcie i zrozumienie, wywołujemy nierzadko poczucie winy. Bo przecież, jak można rozpaczać z powodu błahostek, gdy wokół ludzie mają prawdziwe problemy? Na świecie toczą się wojny, a w Afryce głodują dzieci?

Wdzięczność i uważne życie są ogromnie ważne, warto więc uczyć tego dzieci od najmłodszych lat. Jednak pokazywanie, w chwilach czyjeś słabości, że nie powinien on odczuwać smutku oraz udowadnianie, że jego problemy są błahe i nieistotne, bo „inni mają gorzej”, to żadna metoda.  Poczucie winy i braku zrozumienia nie sprzyja raczej doświadczaniu wdzięczności bądź ukojenia, prawda?

A właściwie dlaczego to, że komuś jest gorzej, ma nas w ogóle pocieszać, a nie na przykład przygnębić jeszcze bardziej?

Zawsze przecież znajdzie się ktoś, kogo sytuacja będzie zdecydowanie gorsza, ale też o niebo lepsza od naszej. (To czy dana osoba będzie szczęśliwsza niż my, to już zupełnie inna para kaloszy, bo przecież emocje to raczej wynik naszego subiektywnego postrzegania rzeczywistości niż obiektywnych trudności).  Dziwnym trafem nie mówimy jednak „patrz, on ma lepiej, nie ciesz się tak, bo nie ma z czego!”

 

Obecność i wsparcie

Co z tym wsparciem?

Czy istnieje w takim razie jedna odpowiedź na pytanie, jak okazywać wsparcie, by w ogóle miało to sens? No cóż, jak każdy rasowy psycholog odpowiem – to zależy. Od okoliczności, od potrzeb danej osoby, od tego, jak dobrze ją znamy. Z pewnością jest jednak coś, co wyraża więcej niż tysiąc słów, a jest to po prostu obecność. Empatia, zrozumienie i zgoda na to, że inni mogą odbierać świat inaczej niż my i to jest w porządku. Tak niewiele, a tak wiele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.