Jak dotrzymać postanowienia noworoczne?
Inspiracje,  Psychologia

Dlaczego łamiemy postanowienia noworoczne?

Ile razy mówiłeś sobie „od nowego roku rzucam słodycze”, „będę trzy razy w tygodniu chodzić na siłownię”, „zacznę czytać książki, zamiast oglądać seriale”, „powrócę od poniedziałku do regularnych treningów”, „od jutra przechodzę na dietę”. Ot, zupełnie zwyczajne i chyba najczęstsze postanowienia noworoczne. Niezliczone próby, prędzej czy później zakończone niepowodzeniem. Masz dość? Też tak miałam. Aż wreszcie doszłam do wniosku, że pora to zmienić.

Ale po co w ogóle robimy postanowienia noworoczne?

Próbujesz raz, dwa, trzy, może pięć. Rok po roku ulegasz tej samej magii i wpadasz w tę samą pułapkę. Wstajesz pierwszego stycznia rano – no dobra, niech będzie w południe – patrzysz na siebie w lustrze i choć sił Ci brak po nieprzespanej nocy, a siano na głowie trochę straszy, to jednak jakimś cudem wciąż czujesz tę przyjemną ekscytację. Kołaczące gdzieś z tyłu głowy przekonanie, że znów dostałeś kolejny zestaw szans, znów świat stoi przed Tobą otworem. Może nie jest ono już tak wyraźne, jak jeszcze kilka lat temu, ale wciąż gdzieś tam przetrwało. Niby wiesz, że tak naprawdę ten dzień nie różni się niczym od pozostałych trzystu sześćdziesięciu pięciu. Wiesz, że trochę to banalne, ale w zasadzie wcale Ci to nie przeszkadza. Czysta karta. Magia nowego początku. Symbolika, która robi wrażenie.

Potrzebujemy jej, choć czasem nie trudno się do tego przyznać. Chcemy nadawać sens i znaczenie, porządkować sobie jakoś tę naszą rzeczywistość, oswajać ją i wartościować.  Szukamy symboli, które trochę poukładają chaos, popchną nas we właściwym kierunku. Zmotywują do działania. Lubimy dać się ponieść magii chwili, wierząc, że pożegnanie starego roku to coś więcej niż kilka fajerwerków i wymiana zapisanego po brzegi kalendarza.

Jakie postanowienia noworoczne warto podjąć?

Historie tysiąca i jednej porażki?

Powiedzmy, że drugiego stycznia wciąż pamiętasz własne postanowienia noworoczne. Lista wisi dumnie na ścianie nad biurkiem i jak na razie nie daje o sobie zapomnieć. Kupujesz przez internet podręcznik do francuskiego albo, dajmy na to, matę do ćwiczeń w jakimś odjechanym kolorze i, przebierając nogami, czekasz na kuriera.

Przez pierwszy tydzień pozwalasz się nieść tej fali entuzjazmu. Ćwiczysz codziennie, nawet więcej niż zaplanowałeś i najchętniej pochwaliłbyś się swoim „nowym ja” całemu światu… a przynajmniej wszystkim znajomym z Facebooka. Jednak dni mijają, a wolnego czasu jakby mniej – raz urodziny cioci, raz nadgodziny w pracy i egzaminy na studiach. I tak jakoś, sam nie wiesz kiedy, omijasz pierwszy, a potem drugi trening, odwołujesz lekcję francuskiego.

Tylko że to właściwie jeszcze nie jest prawdziwy problem. Życie może Cię przecież od czasu do czasu zaskoczyć i pora pogodzić się z tym, że takie wpadki zwyczajnie będą Ci się przytrafiać. Dużo większe znaczenie ma tak naprawdę to, co wydarzy się później.

I znów wszystko wyszło jak zwykle

Pół biedy, jeśli jakoś wytłumaczysz sobie, że jedno odstępstwo to jeszcze nie dramat, a świat się przecież nie skończy. Jutro możesz przecież wstać i działać dalej, a od dnia laby nie stracisz kondycji, ani nie zapomnisz słówek.  Drobne niepowodzenie nie świadczy o beznadziejności całego przedsięwzięcia ani tym bardziej jego wykonawcy. Nie stawia Twojego celu pod znakiem zapytania.

Brzmi sensownie, prawda? Niestety w emocjach nie zawsze to dostrzegamy. I tu pojawia się nasz wróg numer jeden – uogólnienia.  Jedna porażka, potknięcie, krótka chwila słabości i już wszystkie sukcesy odchodzą nie pamięć, a w głowie aż huczy na wspomnienie błędów popełnionych w ciągu minionego dziesięciolecia.  Czujesz, że jesteś zupełnie do niczego. Nic nigdy Ci się nie udaje. Po prostu zawsze dajesz ciała.

Ale ty tak na serio? A kto ostatnio dostał premię? Kto zebrał sporą sumkę na akcję charytatywną i zdał trudny egzamin jako pierwszy na roku?

Świat nie jest czarno-biały, a porażka  nie przekreśla wszystkich dotychczasowych sukcesów. Naprawdę.

Kiepsko, źle, coraz gorzej, czyli efekt kuli śnieżnej

Opcja numer dwa. Zdecydowanie mniej spektakularna i dużo bardziej podstępna. Powiedzmy, że jesteś na diecie. Przez jakiś czas udaje Ci się nawet wytrzymać cały ten rygor. Rzuciłeś słodycze, o fast foodach nawet nie wspominasz i jakoś to wszystko się kręci. Aż pewnego dnia nie wytrzymujesz. Tak ssie Cię na czekoladę, że postanawiasz uszczknąć kostkę z tajnych zapasów innych domowników, bo własnych pokus już dawno się pozbyłeś. W sumie nie byłoby w tym nic złego, bo przecież od jednej kostki zdecydowanie nie utyjesz.

Problem w tym, że następnego dnia ta kostka zamienia się w dwie. A kolejnego sałatkę i chleb razowy popijasz Colą.  Upraszczam, to prawda, ale mniej więcej tak właśnie to działa. Dzień po dniu, z początku nieśmiało, przesuwasz granice, aż w końcu całkowicie znikają Ci z oczu. Jeszcze przez jakiś czas próbujesz powrócić na właściwe tory, ale kula śnieżna, którą wyhodowałeś, wciąż rośnie i rozpędza się. Aż w końcu Cię ze sobą porywa.

Więc jak zrealizować postanowienia noworoczne?

Jeśli szukasz jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak dotrzymać postanowień noworocznych, muszę Cię niestety rozczarować. Nie, nie sprzedam Ci cudownej recepty, dzięki której z dnia na dzień odmienisz swoje życie, bo choć niekiedy sama chciałabym ją poznać, obawiam się, że ona zwyczajnie nie istnieje. Śmiem nawet twierdzić, że jeżeli, ktokolwiek powie Ci, że dzięki jego dziesięciu krokom osiągniesz wszystkie swoje cele łatwo i bez wysiłku, to próbuje Cię zwyczajnie nabić w butelkę.

Ja za to, z chęcią poczęstuję Cię garścią wskazówek, które mogą tę drogę nieco ułatwić.

1. Nie oczekuj zmian robiąc wciąż to samo

Brzmi jak banał? Zapewniam Cię, że to tylko pozory. W rzeczywistości większości z nas taka wpadka od czasu do czasu się zdarza. Kiedy idziesz do sklepu i przymierzasz buty, a one okazują się zbyt małe, nie próbujesz wcisnąć ich na stopę kolejny raz, bo wiesz, że nic z tego nie wyniknie. Z bardziej skomplikowanymi życiowymi wyzwaniami bywa nieco trudniej (choć nikt nie mówi, że znalezienie wygodnych butów to łatwa sprawa…). Powiedzmy, że średnio co kilka miesięcy obiecujesz sobie powrót do regularnych treningów czy nauki angielskiego. Za każdym razem zaczynasz z ogromnym zapałem, ale po miesiącu albo nawet tygodniu, właściwie nie ma po nim śladu. A przecież miało być inaczej niż zwykle…

A teraz tak szczerze – czy zrobiłeś jakikolwiek krok w kierunku tego, aby tak się stało? Zmieniłeś nastawienie, przyjąłeś inną strategię, zrewidowałeś plan działania? Zmodyfikowałeś cokolwiek? No właśnie.

2. Postanów coś, co naprawdę ma dla Ciebie znaczenie

Możesz uznać, że to, co piszę, jest niedorzeczne. Gdyby to nie miało dla Ciebie znaczenia, po co miałbyś wymyślać postanowienia noworoczne? Dzieci wiedzą, że takie rzeczy zwyczajnie robi się po coś!

Ja jednak chciałabym, abyś na poważnie zadał sobie pytanie, czy wyzwanie, które dla siebie zaplanowałeś na całe dwanaście miesięcy, naprawdę jest dla Ciebie czymś ważnym? Czymś, dla czego warto poświęcić swój czas i energię, a nawet – mówiąc trochę górnolotnie – cząstkę samego siebie? Wiem, że fajnie byłoby znać kolejny język obcy albo zrzucić kilka nadprogramowych kilogramów, ale czy to właśnie to jest Twoim obecnym priorytetem? Czy właśnie na tym chcesz w najbliższym czasie skupić uwagę?

3. Zamiast rewolucji metoda małych kroków

Jeśli do tej pory wiodłeś spokojne życie kanapowca, to szansa na to, że z dnia na dzień uda Ci się postawić wszystko na głowie i utrzymać rygor codziennych, intensywnych i wyczerpujących treningów, jest raczej niewielka. Na dodatek, prawdopodobnie nie zmienią tego żadne postanowienia noworoczne. Statystki są w tej kwestii dość bezlitosne. Tak radykalna zmiana może zresztą okazać się niezbyt korzystna dla Twojego organizmu i ogólnego samopoczucia.

Nie oznacza to jednak wcale, że sprawa jest przegrana. Twoje szanse zdecydowanie wzrosną, jeśli podejdziesz do sprawy racjonalnie. Zadbasz o to, aby na początek wyrobić sobie małe, codzienne, pozytywne nawyki. 

Istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że trzy razy w tygodniu po pracy wygospodarujesz pół godziny na odżywczy spacer albo co czwartek spędzisz godzinę na pływalni, niż że każdego dnia wstaniesz godzinę wcześniej, aby pójść biegać, prawda? Oczywiście lubimy podziwiać spektakularne przemiany w stylu „od rozlazłej kluchy do Ironmana”. Jednak po pierwsze są to raczej dość wyjątkowe przypadki (i dlatego właśnie wpadają nam w pamięć), a po drugie zazwyczaj tak naprawdę nie wiemy, jak przebiegały one „od kulis”. Nie widzimy tych wszystkich małych kroków, które rozpoczęły wielką podróż. Chwil zawahania, błędów i kolejnych podejmowanych prób.

Postanowienia noworoczne - lista

4. Bądź gotowy na to, że coś może pójść nie tak

Nie chodzi o to, abyś już na starcie popadał w czarnowidztwo. Po prostu weź pod uwagę to, że nie zawsze będzie tak przyjemnie i kolorowo jak teraz. Bez względu na to, czy traktujesz postanowienia noworoczne „na wesoło” i podchodzisz na nich raczej na luzie, czy to dla Ciebie całkiem poważna sprawa, trudności zaczną się z czasem pojawiać. Może nawet zdarzyć się tak, że będziesz musiał niektóre swoje założenia zweryfikować i obrać nowy kierunek. Pamiętaj, że to nic złego – lepiej zachować elastyczność i w porę zmienić coś, co nie działa, niż po jakimś czasie po prostu  wszystko rzucić. Ważne, żeby modyfikować plan świadomie i z rozmysłem.

5. Nazwij swoje cele i zaplanuj, jak do nich dotrzesz

Tu kłania się atrybut każdego, kto planuje zrobić w tym roku postanowienia noworoczne – lista. I to nie byle jaka. Możesz się ze mnie śmiać, ale ja naprawdę wierzę, że słowo pisane ma wielką moc. Uwiecznienie postanowień na zwykłej kartce papieru sprawia, że stają się one czymś bardziej rzeczywistym i namacalnym. Nazwanie ich wprost, pozwala nadać im konkretny kształt.

Postanowienia noworoczne - planowanie to podstawa!

O tym, jak formułować cele i planować kolejne etapy drogi do ich osiągnięcia opowiem Ci w kolejnym artykule. Teraz pozwól, że zdradzę Ci swoją małą tajemnicę…

Nie lubię postanowień noworocznych

Jest jedna kwestia, która budzi we mnie mały wewnętrzny bunt. A co, jeśli akurat w styczniu zdarzą mi się słabsze chwile i nie miała ani chęci, ani sił czy zasobów psychicznych, potrzebnych do tego, aby wprowadzać w życiu poważne zmiany wymagające mojego zaangażowania? Czy swoją jedyną i niepowtarzalną szansę będę miała już – mówiąc kolokwialnie – z głowy? Dwanaście miesięcy w plecy. Poszło i nie wróci? Oczywiście żartuję, ale myślę, że czujesz, o co mi chodzi.

Nie zrozum mnie źle, nie uważam, że postanowienia noworoczne to coś złego. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że czasem potrzebujemy dodatkowego bodźca, aby ruszyć naprzód. Po prostu w niektórych sytuacjach, zamiast odkładać rzeczy na kolejny poniedziałek – szczególnie  gdy taka strategia kolejny raz zawodzi – lepiej powiedzieć sobie:

„Jeśli chcesz coś zmienić i czujesz, że to dla Ciebie właściwy moment i najlepsza możliwa decyzja, po prostu zrób to. Nie jutro, nie za tydzień, ale właśnie teraz, bo kolejna okazja może już nie nadejść. Przestań liczyć na bardziej sprzyjające warunki, dobrze to zaplanuj i działaj”.

Bez względu na to, jakie zmiany chciałbyś wprowadzić i czy lubisz postanowienia noworoczne, blog tworzę właśnie dla Ciebie. Jeśli więc masz pytania dotyczące poruszanych przeze mnie tematów albo chciałbyś, abym omówiła jakąś kwestię w kolejnym artykule, daj znać w komentarzu!

Miłego dnia,

Dominika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.